Na koniec oględzin sprawdzamy kabel koncentryczny na całej długości – od konwertera aż do wejścia w ścianę budynku. Stary przewód, który przez kilka sezonów był smagany deszczem, mrozem i słońcem, potrafi mieć popękaną izolację zewnętrzną. Woda, która dostanie się pod osłonę, powoli utlenia oplot miedziany. Przewód zamiast przewodzić sygnał, zaczyna go wytłumiać. Dekoder pokazuje wtedy skaczący poziom mocy – raz 80%, za chwilę 30%, choć nikt nie dotykał anteny.
Usuwanie rdzy i przygotowanie powierzchni – od czego zacząć
Jeżeli po oględzinach stwierdziliście, że czasza nadaje się do renowacji, pierwszym ruchem jest demontaż anteny z uchwytu. Pracowanie na wysokości z odrdzewiaczem w jednej ręce i papierem ściernym w drugiej to proszenie się o wypadek. Zdejmijcie cały talerz, odkręćcie konwerter razem z wysięgnikiem i przenieście wszystko na ziemię lub do warsztatu. Do odkręcenia zardzewiałych śrub może być potrzebny preparat penetrujący w rodzaju WD-40 – spryskajcie gwinty i odczekajcie kilkanaście minut, zanim użyjecie klucza. Zapieczone nakrętki łatwo ukręcić, a szukanie nowych śrub o nietypowym gwincie to dodatkowa strata czasu.
Gdy antena leży już na stabilnym podłożu, bierzemy się za czyszczenie mechaniczne. Do usuwania luźnej rdzy i starej, łuszczącej się farby najlepiej sprawdza się szczotka druciana – ręczna lub zakładana na wiertarkę. Używajcie jej z wyczuciem, szczególnie przy cieńszych blachach, żeby nie porysować metalu głębiej niż to konieczne. Po wstępnym oczyszczeniu przechodzimy do papieru ściernego – zaczynając od grubszego ziarna (około P80) i stopniowo schodząc do drobniejszego (P120–P180). Powierzchnia po zeszlifowaniu ma być gładka w dotyku, bez wystających płatków rdzy.
Kolejny etap to odtłuszczanie chemiczne. Nawet niewidoczny osad z sadzy, tłustych wyziewów z komina czy zwykłego kurzu pomieszanego z deszczówką potrafi zepsuć przyczepność nowej farby. Przetrzyjcie całą czaszę szmatką nasączoną benzyną ekstrakcyjną albo gotowym preparatem odtłuszczającym. Dopiero na tak oczyszczoną powierzchnię nakładamy odrdzewiacz – preparat, który wnika w mikropory metalu i zatrzymuje dalszą korozję. W sklepach z chemią budowlaną dostępne są odrdzewiacze w płynie, żelu i sprayu. Żel lepiej trzyma się pionowych powierzchni, spray łatwiej rozprowadza się na dużych płaszczyznach. Po nałożeniu odrdzewiacza dajemy mu wyschnąć zgodnie z instrukcją na opakowaniu – zazwyczaj trwa to od kilku do kilkunastu godzin.
Czym i jak pomalować czaszę – farby, których używają instalatorzy
Malowanie anteny satelitarnej różni się od malowania płotu czy bramy. Powłoka nie może zawierać domieszek metali, które zakłócałyby odbijanie fal radiowych. Z tego samego powodu farba musi być całkowicie matowa – błyszcząca emalia rozprasza sygnał w niekontrolowany sposób i realnie obniża zysk anteny. Instalatorzy najczęściej sięgają po farby akrylowe w sprayu przeznaczone do metalu, odporne na promieniowanie UV i wahania temperatury od mrozu po letnie upały. Sprawdza się też emalia akrylo-kauczukowa – dobrze kryje, szybko schnie i nie łuszczy się pod wpływem deszczu.
Przed malowaniem warto nałożyć podkład antykorozyjny – jedną cienką warstwę, która stworzy barierę między metalem a otoczeniem. Po wyschnięciu podkładu przystępujemy do właściwego malowania. Farbę w sprayu nanosi się z odległości około 20–30 cm, prowadząc puszkę równomiernymi pasami. Lepsze są dwie cienkie warstwy niż jedna gruba – unikamy w ten sposób zacieków i nierówności. Między warstwami trzeba odczekać przynajmniej 30–40 minut. Niektórzy majsterkowicze malują anteny pędzlem, jednak pistolet lub spray daje gładszą powierzchnię, a to właśnie gładkość decyduje o tym, czy fala odbije się poprawnie.