Kiedy wzmacniacz nie ma najmniejszego sensu
Najczęstszy błąd, który widzimy u czytelników z bloków i z domów jednorodzinnych w obrębie dużej aglomeracji, to montowanie wzmacniacza w sytuacji, gdy nadajnik stoi kilkanaście kilometrów dalej, kabel ma nie więcej niż 8–10 metrów, a antena to przyzwoita konstrukcja kierunkowa UHF z zyskiem 12–14 dBi. W takim otoczeniu sygnał dociera z dużym zapasem, a wzmacniacz w puszce antenowej podnosi go powyżej granicy, którą tuner jest w stanie przyjąć.
Z naszych obserwacji wynika, że w następujących sytuacjach wzmacniacz jest po prostu zbędny:
- Odległość od nadajnika poniżej 15–20 km w terenie zurbanizowanym lub do 30–40 km przy braku przeszkód terenowych.
- Jedno gniazdo abonenckie zasilające jeden telewizor lub dekoder.
- Długość kabla koncentrycznego od anteny do gniazda nieprzekraczająca 10 metrów przy antenie o zysku 12 dBi lub większym.
- Antena wyposażona fabrycznie w poprawnie zestrojony symetryzator (np. modele Emme Esse LOG 560HVD czy Telmor DIGIT Activa 5G o zysku 22 dBi).
- Wszystkie multipleksy odbierane bez problemu, a wskazania siły i jakości w menu tunera oscylują wokół pełnych wartości.
W takim otoczeniu znacznie lepiej sprawdzi się porządny symetryzator bez elektroniki, niżeli wzmacniacz wciśnięty w puszkę antenową tylko dlatego, że tak było w zestawie. Dotyczy to zarówno anten pokojowych z wbudowanym symetryzatorem cyfrowym, jak i konstrukcji zewnętrznych takich jak DIPOL SMART HORIZON czy BLOW ATD-27S, w których puszka UHF zawiera wyłącznie element pasywny.
Przesterowanie - winowajca zakłóconego obrazu
Paradoksalnie najwięcej zgłoszeń o „kiepskim sygnale po zmianie na DVB-T2" pochodzi od osób, które mieszkają blisko mocnego nadajnika RTCN, mają krótki kabel, świetną antenę kierunkową, a mimo to doświadczają przerw w obrazie, zamrażania klatek albo całkowitego zaniku kanałów. W takich przypadkach diagnoza jest zwykle jednoznaczna: sygnał jest przesterowany.
Tuner DVB-T2 pracuje w ściśle określonym oknie poziomu - dla starszego standardu DVB-T z modulacją 64-QAM przyjmowano minimum 45 dBµV i maksimum 70 dBµV. W standardzie DVB-T2 z 256-QAM okno to się nieco przesuwa, ale zasada pozostaje ta sama: każdy tuner ma górny limit, powyżej którego zaczyna gubić synchronizację. Wzmacniacz masztowy o wzmocnieniu 20–38 dB (np. popularny Telmor WM-10) potrafi w takiej sytuacji podnieść sygnał o całą tę wartość, wrzucając odbiornik w stan nasycenia.
Objawy bywają mylące, bo wskazania siły sygnału w menu dekodera pokazują 100%, a jakość spada do zera albo skacze w granicach 30–60%. Pojawiają się charakterystyczne kwadratowe bloki, dźwięk traci synchronizację, dekoder zgłasza „brak sygnału" mimo doskonałego poziomu. To klasyczny znak, że wzmacniacz należy wyłączyć, zredukować jego wzmocnienie albo całkowicie wymontować, a w jego miejsce wkręcić bierny symetryzator.
Współczynnik szumów - parametr, o którym się zapomina
Wiele tanich wzmacniaczy dopuszkowych sprzedawanych wraz z antenami ma współczynnik szumów rzędu 5–7 dB, a nawet więcej. Przy słabym sygnale wejściowym oznacza to, że układ wzmacnia głównie szum własny, a nie użyteczną falę. W konsekwencji MER spada poniżej wspomnianych 28,5 dB i obraz zaczyna się sypać, choć siła sygnału wskazywana przez tuner wygląda poprawnie.